niedziela, 25 sierpnia 2013

Poznawanie własnego podwórka.

W związku z niepowodzeniem na kajakach, obiecałam Rafałowi wyjście na rower. Nie wiedzieliśmy, gdzie jedziemy. Jechaliśmy tam, gdzie pedały nas poniosły. A ponosiły przez dobre 93 kilometry! Rafał z podziwem: wow, ale jesteś twarda. Jestem w życiowej formie a Ty mi nie ustępujesz kroku!

Nie jechaliśmy za bardzo szlakami rowerowymi, omijaliśmy lasy i jeziora. Rafał ma szosówkę, więc nie było za bardzo wyjścia. Po szosie, hej, do przodu! 

Cytadela:


ul. Gołębia, Poznań


ul. Żydowska, Poznań (przystanek na placki z cukinii)


Gdzieś na Starołęce, most kolejowy nad Wartą. Pierwszy raz tam byłam.


Łęgi Dębińskie, Poznań.


Na lody do Puszczykowa! 


Wielkopolski Park Krajobrazowy. Okolice Jeziora Góreckiego.


Dyskont w drodze powrotnej. Panie, wody!


Siadam i otwieram browara. Uff.


2 komentarze: