Świerzbi mnie, żeby napisać o Ksawerym i o tym, że podróżowanie pociągami było przez te wichury utrudnione. Tylko po co? Tym razem nikt w TLK nie wyłączył światła, gdy czytałam książkę i nie nastały egipskie ciemności podczas wchłaniania w siebie kultury i sztuki. Tak się stało dwa ostatnie razy temu. Poprzednio, gdy jechałam nad morze i czytałam po raz piąty Sto lat samotności i wcześniej też, ale nie pamiętam, gdzie jechałam i co czytałam. Możliwe, że był to Szczecin. Możliwe, że czytałam po prostu gazetę. Tym razem na zewnątrz odbywała się apokalipsa, natomiast w środku cud miód malina, ciepło, ale, o dziwo!, nie za ciepło. I światło, początkowo słabe, ale przyszedł konduktor (sprawdzając mój normalny bilet powiedział z wyrzutem: "Pani się w ogóle nie uczy?"), wyjął jakiś śrubokręt czy inne narzędzie z kieszeni, przekręcił (pokrętła od światła nie było) i nastała jasność. Co prawda w przyduszonym mroku lepiej wchłaniało mi się Wiele demonów Pilcha, ale pogodziłam się z natrętnością tej jasności i, co za tym idzie, namacalnością, jaskrawością współpodróżnych. Wcześniej byli lekko okryci tajemnicą, teraz wyłonili się jak penis zza rozporka w chamskiej pornografii.
Pustynia rosła mi w buzi. Na pociąg i tak się spóźniłam, więc oczywistością jest, że nie zdążyłam kupić wody po drodze. Nie musiałabym dodawać, ale dodam: fakt, że pociąg czekał i miał spóźnienie większe niż moje, chociaż ruszał z Poznania do Olsztyna (na moim bilecie do Torunia), szalenie mnie ucieszył. Czy mam dziękować Ksaweremu? Chyba nie. To przecież on namieszał w wiejskich, post-perelowskich krajobrazach i nawiał w swej namiętności takie zaspy śniegu, że autobus pracowniczy przedzierał się niczym obładowany muł przez pustynię z tej zapadłej wsi (niegdyś szczycącej się jednym z najlepszych PGRów) do miasta blichtru&bejmów. Dworzec Główny zaświecił się w ciemnościach śnieżycy kolorami całego świata. Taki on tęczowy!
Toruń tego dnia był przerażająco piękny. Wywiało ludzi z miasta. Stało pustką, oświetlone latarniami, przyozdobione świątecznymi lampkami. Padał śnieg. Z mostu spojrzałam w rzekę i jak zwykle gdzieś tam płynęła a mi się pojawiła myśl, że cudownie byłoby wskoczyć (polecieć!) kajakiem na tę taflę niespokojnej wody i dać się jej porwać. Ten kajak w Toruniu sam się nasuwał. To w końcu tu powstała myśl, żeby wyruszyć na spływ z Doris i Julkiem. I tu w tym roku przed kajakowaniem, po festiwalu Audioriver w Płocku, przemierzaliśmy przeróżne przestrzenie, nie tylko te miejskie.
Aż do niedzielnego poranka nie myślałam, absolutnie! nie myślałam o tym, że będę biegła w półmaratonie Bieg Mikołajów. Było to dla mnie zupełną abstrakcją. Ludzie, których nie widziałam już jakiś czas, zaspokoili moje niepokoje i myślami byłam w zupełnym oddaleniu od wszelkich wysiłków fizycznych, pocenia się, mody na pokonywanie siebie i udowadniania innym, że jednak coś tam potrafię. Posiedzieliśmy sobie na piwie, poszwendaliśmy po uliczkach, zapuszczając się w stare i znane miejsca takie jak ruiny zamku, ale także poznając nowe zakątki.
Zupełną magią dla mnie był bar mleczny "Cafe relaks", urządzony na babciną modłę i obstawiony szpargałami, niezakurzonymi (wyczyszczone wszystko na błysk) kwiatami w doniczkach. Za ladą dwie kobiety, młodsza i starsza, taka babcinka. Jedna by wszystko rozdała lekką ręką (Proszę spróbować tego pasztecika!), druga skrupulatnie wszystko (w rządkach) zapisywała w kajecie. Można było zjeść pierogi, naleśniki i zupy domowej roboty bądź zamówić jedzenie na święta albo kupić zawekowane pyszności. Słoiki były w klimacie totalnej niedbałości domowych pieleszy. Brak profesjonalizmu? Może swojskość w pozostawianiu słoikowych, oryginalnych etykiet był jednak dobrym chwytem marketingowym (na etykiecie buraki, w środku rolmopsy)?
Na sobotnie i poniedziałkowe śniadanie zestaw iście królewski. Zupa grzybowa (z grzybów leśnych - jak dodawała młodsza kobieta) plus pierogi. Nudne kanapki w kąt!
W niedzielę, przed biegiem, opychać się za bardzo nie mogłam. Nie chciałam na trasie jak ten poznański Dworzec Główny zaświecić wszystkimi kolorami tęczy!
Po Ksawerym nie było śladu. Czyste niebo, piękne słońce. Pogoda idealna do biegania. Chwycił mnie jednak stres i od rana byłam nieprzyjemna, nabzdyczona jak osa. Na szczęście ciekawość położyła złe emocje na łopatki. Klimat biegu też swoje robił - idąc na start, mijaliśmy aniołki, śnieżynki, choinki, renifery. Fantazja ludzka odczarowuje złe nastroje.
![]() |
| Foto: Julek |
Zaczynaliśmy na nowo otwartym moście. Trzy tysiące biegaczy rozgrzewało się skacząc a organizator krzyczał: kochani, nie skaczemy! Most się cały ruszał i zaczęłam sobie wyobrażać, że runiemy wszyscy w tych czerwonych czapkach w rzekę i jak maki popłyniemy do morza.
Najbardziej w biegu intrygował mnie sam Toruń, ukazany z innej perspektywy. Nie poznałam go jednak aż tak mocno w nowej odsłonie, gdyż biegliśmy po znanych mi już szlakach by w ostateczności, na jakieś siedem kilometrów zapuścić się w oblodzony las. Ten odcinek mnie szczególnie wykończył, chociaż generalnie biegło mi się świeżo, z lekką głową. Las dał w kość, gdyż cały czas musiałam uważać na kolano i spinałam się by utrzymać równowagę. Ostatnie dwa kilometry to już była powolna agonia mięśni, coraz trudniej było mi je zmusić do wysiłku. Na samym koniuszku, przy mecie, Kaja, z którą biegłam, nawet zaczęła mnie oszukiwać w dystansie, żebym na pewno dobiegła, nie rezygnując na milimetr przed.
![]() |
| Foto: Julek |
Dobiegłam. Zawieszono mi medal w kształcie mikołajowej czapki. Potem dziwnie mi było, że tak długo czekałam na ten bieg i to już, po ptakach.
Wieczorem zawiało silniej, przyprószyło śniegiem mocniej więc naturalnym odruchem było wsiąść do tramwaju(młode torunianki: proszę nie kasować biletu, dziś do 19:00 nie trzeba!) i pojechać na Rubinkowo do Buckiego by się napić piwa i pogadać o różnych spiskach, zajadając pikantną zupą pomidorową i chipsami z pastą papryczkową.




Szacun za przebiegnięcie - Mała, jesteś wielka!
OdpowiedzUsuńDzięki! :) ale to dopiero początek...;)
UsuńMnie Ksawery zastał na przystanku. I towarzyszył godzinę w oczekiwaniu na pociąg :)
OdpowiedzUsuńTwardziel z Ciebie, skoro Cię nie wywiał! :)
Usuń