piątek, 29 listopada 2013

Przed snem.

Tuż przed snem myślałam o podróżach. O tych, które już niebawem nastąpią, jeszcze w 2013 (Toruń, Warszawa, Trójmiasto) i o tej do Paryża, która rozpocznie się wraz z pierwszym dniem przyszłego roku. Niektórzy mówią, że to, co się robi pierwszego stycznia jest kluczowe, bo w taki sposób będzie wyglądał rok. Czyli mój będzie wyglądał jak? Przelecę go. Pofrunę w chmury, pod niebo?
 
Zbliża się grudzień i magiczny czas podsumowań. Niektórzy już w lutym mówili, że to najgorszy ich rok. Nie wiem skąd takie wnioski, poukładane na szybko i z rozmachem. U mnie póki co najgorsze lata mam za sobą, daleko, daleko. Lata wewnętrznej starości. Lata, podczas których nie potrafiłam przebić się przez twardą skorupę nieśmiałości oraz zamknięcia na innych i siedziałam w jednym miejscu. Zwiedzałam świat inaczej: poprzez książki.  Czytałam z rumieńcem na twarzy historie innych miast, krajów, kosmosów i mi to wystarczyło. Albo nie wystarczyło. Chyba nie wystarczyło, jeżeli zaczęłam się wyrywać z sideł. Zaczęłam czuć niepokój, który przerodził się w nieustanny raisefieber.
 
O tym wczoraj myślałam, leżąc w piżamowych portkach w baranki (z dopiskiem I love dreams), patrząc na harce kota, który zafascynował się cieniami, układającymi się w różne opowieści na podłodze pokoju. Moje marzenie o wewnętrznym spokoju zostanie spełnione może gdzieś w odmętach starości, gdy już pamięć będzie mi tak źle funkcjonować, że nie będę pamiętać o niepokojach młodości. Na chwilę obecną nie widzę takiej możliwości. Za dużo chciałabym nadrobić z tych niewykorzystanych szans, które jak to na boisku, potrafią się mścić. Okresy wakacyjnej próżności podczas studiowania, które mogłam przeznaczyć na podróżowanie i zajadanie się światem, popasanie brzucha nowymi miejscami i przeżyciami z ludźmi innych planet, nie powrócą. Teraz mogę jedynie pogodzić się sama ze sobą, że ten czas był mi w takiej formie potrzebny. Nie mógł przebiec inaczej bym teraz zrozumiała, co jest dla mnie ważne.
 
Ważne jest dla mnie śniadanie. Kanapka, coś ciepłego do popicia. I myśl, że zaraz idę na pociąg. Odświętny moment, podczas którego odczuwam dogłębny spokój.

2 komentarze: