W ten weekend pojechałam do Szczecina. Nie odczułam już tego wzruszenia, co zawsze, gdy wjeżdżałam do tego miasta. Może trochę inne, bardziej wyważone, zanurzone po czubki uszu w spokoju. Spacery przez znane drogi uświadomiły mi, że tutaj czuję się na miejscu. To jest mój któryś z domów. Nie chodzi jednak o miasto samo w sobie. Jego rys, taki jaki ja odbieram, nadały mu ludzkie twarze. Ci, z którymi się zaprzyjaźniłam. Większość z nich nie jest stąd. I może się rozproszą, może ich rzuci w inne miejsce na Ziemi? Wtedy będę jechała z niecierpliwością i jak zwykle stęskniona, w tamte strony.
Z tych samych względów kocham Warszawę. I z tych samych ciągnie mnie na południe Polski, czy w przeciwną stronę, nad morze, gdzie plaża zaprasza na filozoficzne spacery.
Dlatego też beznadziejnie kocham się w Poznaniu. Chociaż to trudna miłość, taka największa emocja, bo towarzyszy jej nienawiść. Hassliebe.
Wiem, że chcę stąd odjechać. Ruszyć w drogę dalej, bo tu już nie ma dla mnie miejsca. Chcę dalej odkrywać miasta, na całym świecie, poprzez innych ludzi, którzy budują je swoimi historiami oraz uczuciami.
Nie interesują mnie miasta, gdzie nie ma moich ziomków, chyba że odkrywamy je wspólnie.
Wtedy mogę pojechać wszędzie.
Wtedy mogę pojechać wszędzie.
ziomq, wiesz, że przesadziłaś z ostatnim zdjęciem? ;)
OdpowiedzUsuńTy bardziej. Z tym komentarzem!;)
Usuń