czwartek, 24 października 2013

Widzew robi herbatę z wody po pierogach.


Miesiąc czekałyśmy z Rudą na tę wyprawę. I to nie dlatego, że w międzyczasie się nic nie działo! Po prostu chodziło o: sprawy z tym miastem związane, czy najzwyklejszą ciekawość. 

Ona miała niewyrównane rachunki. Łódź siedziała jej w głowie jak brud pod paznokciem, którego nie można domyć. Irytuje! Ale jedyny sposób na pozbycie się to konfrontacja! Wjeżdżałyśmy polskim busem do Łodzi i pokazywała mi swoje historie, które kiedyś, gdzieś tam, w zamierzchłych czasach. Radość dziecka. A Ruda ma donośnie szczery śmiech. I potrafi zarazić, wciągnąć. Także poddałam się łatwo jej emocjom, znając je także ze swoich powrotów do Szczecina. Pomyślałam: ona to rozumie, ten szczeniacki podziw, miłość bezgraniczną. Mimo zła, które czai się gdzieś w ciemnym rogu umysłu, powiązanego z tym miejscem.

Ja natomiast chciałam zobaczyć Łódź z kilku powodów a jednym z nich był fakt, że widziałam to miasto raz w życiu, kojarzy mi się ze zmęczeniem i deszczem, a mimo to gdzieś w tle pobrzmiewa jego niewytłumaczalny urok (niekochane, zapuszczone, odrzucone miejsca pociągają mnie?). Chciałam to sprawdzić, pogłębić może. Poprzednim razem wybrałam się do niego dlatego tylko, że tam, gdzie siedziałam w górach już kolejny dzień lało a telewizja, której nie znoszę, trochę niszczyła już nasze mózgi. Moja siostra i jej chłopak jechali na jakieś "karcianki" do Łodzi. Postanowiłam się dołączyć, by nuda mnie nie pogrzebała żywcem w domu zalanym deszczem. Jechaliśmy z Kłodzka, nocą. W przedziale babka rozłożona na prawie wszystkich siedzeniach, wciskała we mnie swoje stopy ubrane w pończochy, zwane "antygwałtami" i strzelała w moją stronę głośne bąki! Wszyscy smacznie spali. Musiałam się ewakuować na korytarz. Z korytarza patrzyłam w ciemność zza oknem. Dojechałam do Łodzi totalnie zniszczona. Kawy! Kawy! - coś we mnie krzyczało, chociaż wtedy jeszcze nie lubiłam tego napoju (dziwią mnie teraz te czasy).

Ruda zorganizowała "event" związany ze zwiedzaniem murali (i chlaniem) na znanym, szeroko lubianym (łapki w górę) portalu społecznościowym i parę osób się zgłosiło. Tak, oni też chcą! Kilka dni później dzwoni mój kumpel z Sosnowca i mówi mi, cały uchachany, do słuchawki, że nasza wspólna znajoma wybiera się na "murale", więc on też pojedzie (tak naprawdę te powiązania były trochę bardziej skomplikowane, ale tworzenie drzewa genologicznego nie jest tu akurat najciekawsze). Dawno żeśmy się nie widzieli! Panie, a Pan kiedy zaglądał do Poznania? Ale dobrze, dobrze. Nic nie szkodzi! Spotkamy się w końcu w Łodzi! Jedźmy więc! 

Łódź była tego dnia słoneczna, o jakże słoneczna! Jak tylko powinna być jesień na pierwszym, złotym, etapie. Zaskoczyła nas pogoda tym swoim rozjaśnieniem nieba! 

Słońce nam grzało roześmiane głowy, wpychając w nie spokój i przyjemną pustkę! 

Chodząc po ulicach miasta drogami wytyczonymi przez mapkę z muralami, uknuliśmy plan: cztery murale/ jeden browar (znaczy pauza). Jacek (z Zagłębia, broń b. nie ze Śląska!) obrał też kierunek: CYDR, szukamy CYDRU! Nakręcał się na niego dlatego, że poprzedni jego raz z Łodzią był naznaczony szukaniem knajpy, w której mógłby się napić tego alkoholu. 

Murale, które udało nam się tego dnia zobaczyć (wiosną chcemy pojechać na powtórne zwiedzanie, tym razem trzeba będzie zarezerwować cały weekend):





(browar)





(browar)

Mój absolutny faworyt!

(tu już nam czas się skurczył, bo trzeba było wracać na polski bus, więc odłożyliśmy resztę miejsc zamalowanych wielkimi historiami, na kolejne, kolejne, kolejne powroty)

 Inne atrakcje ulicy Piotrkowskiej:


Jak stare konie!
Jakiś obcy Pan wbił się na robienie słodkiej fotki z (Tadeuszem) Uszatkiem!






Na koniec dodam, że cel Jacka został osiągnięty. Odnalazł swój Cydr:


11 komentarzy:

  1. Dzięki ziom za ten słoneczny i kolorowy wpis!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie powstałby, gdybyś jakiegoś wrześniowego dnia nie zapytała na FB: a kto jedzie do Łodzi na murale? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ech, żałować można, że się z Wami nie pojechało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powtórka już wiosną! Zapraszamy:):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Żałuję,że mnie nie było. Ale nie ma co się lubi,to się lubi,co się ma;)
    Czasem stylistyką przypominasz mi Kapuścińskiego,tak btw.:]

    OdpowiedzUsuń
  6. A jakże. Niecnie ją wykorzystam.

    OdpowiedzUsuń
  7. 48 year-old Administrative Assistant IV Ira Rixon, hailing from Keswick enjoys watching movies like The Derby Stallion and Jigsaw puzzles. Took a trip to Pearling and drives a Ferrari 250 GT LWB California Spider. kliknij tutaj teraz

    OdpowiedzUsuń