sobota, 14 września 2013

Przerwa techniczna.

Opowieść o Kłodzku pozostaje wciąż w zawieszeniu. Nie przewidziałam, że tak się w moim życiu namiesza (takich rzeczy się nie przewiduje). W pewnym sensie to, co się teraz dzieje, jest częścią życia w stylu włóczęgi, trochę takiego bez domu, bez korzeni, bez przynależności. Szukającego sensu w kolejnych miejscach. Może jedna z największych ulic Poznania, tętniąca życiem o niemal każdej porze dnia i nocy, dostarczy mi pewnych wskazówek? 

Póki co nie przeniosłam jeszcze mojego komputera. Piję kawę u Agaty. Korzystam z jej laptopa. Jestem w dużym rozkroku pomiędzy byłym już teraz miejscem zamieszkania (wsi piękna, spokojna) a przyszłym (przypomnieć sobie bycie mieszczuchem!). Rzeczy trzeba poprzewozić. Najgorzej będzie z książkami, ale to rozłożyłam na etapy. Inaczej z miejsca popadłabym w szaleństwo.

Piątek wieczór, Agata i ja w samochodzie, obładowanym po brzegi.
Agata: nie wyobrażam sobie teraz przeprowadzania się bez samochodu.

Jej pierwsza przeprowadzka właśnie tak wyglądała. 

Moja w sumie też. To było wtedy, gdy zdecydowałam się na wyprowadzkę od rodziców. 
Od tego czasu wciąż poszukuję swojego miejsca.

Ktoś by powiedział: czyli wyprowadzka od rodziców to był błąd, bo tam czułaś się na miejscu. Problem w tym, że nie. Przestałam czuć, że to jest mój świat i dlatego ruszyłam w drogę. Nie chodziło o to, że ten dom był zły, ale o to, że zaczęłam czuć silną potrzebę określenia siebie i swojego świata. W sposób niezależny od nikogo. 

Jak widać: wciąż jestem w drodze. 

2 komentarze: