sobota, 11 stycznia 2014

Tuż po Paryżu.

Osiem dni chodzenia po Paryżu to mało?


Mam poczucie, że wszystko było idealnie przemyślane. Tip top. Wyjechaliśmy z Paryża bez niedosytu, ale i z poczuciem, że kolejny dzień byłby przesadą. A tak? Siedzę i oglądam Paryż w filmach, bo tęsknię i myślę, że chciałabym tam wrócić. Chociażby na wiosnę, gdy już się wszystko zazieleni, rozkwitnie a piękne francuskie dziewczyny będą chodzić w zwiewnych i lekkich sukienkach.


Byłam w wielu miejscach, ale nie napiszę: wszędzie, bo miasto jest ogromne. Bulwary, parki, kawiarenki uliczne, a wszystko z królewski, z cesarskim rozmachem! Paris Royal. Czasami chowałam się w sobie, tak potężny to twór, ten Paryż.


Pomyślałam nawet: poprzeczka została postawiona bardzo wysoko. Teraz inne miasta będą miały pod górkę. Z drugiej strony: po co porównania?


Czy teraz Poznań wydaje się żuczkiem, malutkim i przewróconym na plecy? Trochę tak. Ale ja z czułością o takich żuczkach myślę. Patrzę przez okno na Łazarz pod stopami, na rozciągające się blokowiska Rataj gdzieś w tle, zalane zimowym słońcem. I czuję ulgę, że to miasto jest takie skromne.


Pośpię, poczytam, odłączę się od świata i potem wrócę do opisania fragmentów wycieczki.


Au revoir! Salut!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz