Dzień dobry strudzony wędrowcze!
Zapraszam na odpoczynek do mojego zakątka. Przy ognisku, w czasie zajadania pieczonego ziemniaka, czy też odwiecznej i, niestety z góry przegranej, walki z komarami. Krwiopijcami pierwszej klasy. Na szczęście można to ich bzyczenie po prostu zagadać. Przy ognisku opowieści płyną same, są rozgorączkowane i chętnie wydostają się na światło dzienne.
Kim jestem?
Jestem żółtodziobem. Czemu? Gdyż fascynują mnie wyprawy w przyrodę, w różnej formie - pieszej, rowerowej, czy kajakiem, ale nie ma w tym żadnego profesjonalizmu. Jestem laikiem i nie kręci mnie by w tej sferze jakoś wybić się ponad przeciętność. Chodzi o kontakt z przyrodą, o jej zagłębianie a nie o to by sprzęty, którymi się posługuję były najnowszej techniki, drogie, a przy tym, w moim odczuciu, zbędne. Nie chcę by w odkrywaniu świata, coś mi go zakrywało (np. potrzeba posiadania gadżetów). Jednak czasem trzeba coś kupić do roweru, czy wypożyczyć kajaki, by móc się cieszyć z tych małych odkryć. Nie mówiąc o aparacie, który pomaga w uwiecznianiu tych najprzyjemniejszych chwil.
Żółtodziobak?
Dziobak w nazwie blogu nie pojawił się przypadkowo. Zwierzę jest fantastycznie dziwne, na pograniczu wody i lądu. Nie da się go łatwo upchnąć w szufladę, jest hybrydą, stworem nieoczywistym. Jakby był wycięty z innego świata. Czasem też się tak czuję, ale gdy wyruszam po przygodę i odcinam się częściowo od świata cywilizacji, czuję się raczej jak ryba w wodzie. Mam wrażenie, że właśnie w tych wyprawach tkwi sens mojego życia.
Przed siebie!
Właśnie o nich, o przygotowaniach do nich, o spotkanych ludziach, będę opowiadać na łamach tego blogu. Postaram się też czasem przemycić praktyczne rady, w jaki sposób zorganizować wyprawę przy ograniczonych funduszach, czy sprzęcie. Jednak nie będzie to rada profesjonalistki. Wydaje mi się, że i w tym temacie wciąż czeka mnie wiele odkryć! Czekam więc na czytelników bardziej doświadczonych, którzy chętnie podzielą się swoimi obserwacjami.
Nie pozostaje mi nic innego jak krzyknąć na cały głos: po przygodę!! (aż ptaki zerwały się z drzew i zlęknione poleciały w dal)


zawsze wolałam amatorów od profesjonalistów. mają w sobie (podobnie jak pewna Maja ;) znacznie więcej pasji i potrafią zobaczyć świat na nowo. trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńdziękuję za miłe słowa:)
Usuń